Czwartek 12.06.2014 r.
Po rajdzie rowerowym zajechałam do Stefki wraz z Wiesią. Wszystkie artykuły spożywcze, które miałyśmy w plecakach wypakowałyśmy w ogrodzie Stefki na kocu. Było tam dużo jedzenia (obrazek 1.). Później zachciało nam się iść na lody. Ja i Stefa założyłyśmy rolki, a Wiesia miała jechać rowerem, ale nie chciała. Namawiałyśmy ją, że jak tam pojedziemy to Stefa założy majtki na głowę. Ale się nie namówiła i pojechała. Gdzieś ze 150 m drogi było nie równej i trudno było jechać. Ale dojechałyśmy do ubłaganej drogi. Później już tylko po prostej. Skręciłyśmy w prawo. A gdy byłyśmy na kostce machałyśmy każdemu samochodowi, który zobaczyłyśmy. No cóż. Odmachiwali nam tylko dziadkowie ;( Gdy byliśmy na miejscu przy półce z napojami stała pani z personelu i rozkładała picia na półkę. Nie miałam jak przejechać, bo tam stał wózek z właśnie tymi napojami. Stefa pojechała obok artykułów do higieny, a ja poprosiłam by pani przesunęła wózek. Stefie zachciało się jeździć rolkami po całym sklepie. Zatrzymałyśmy się obok półki z zabawkami. Może i już się nimi nie bawię, ale zobaczyłyśmy nowoczesną lalkę Barbie z kamerką. Pojechaliśmy do lodów. I Stefa jeździła znów po prostej w tą i z powrotem, bo tam jest dobra podłoga. Przy lodach nie było dużego wyboru, ponieważ rożki się skończyły. Kupiłyśmy domino. Przy kasie stałyśmy w kolejce. Potknęłam się o coś i nie omal się wywaliłam. Powiedziałam, że niby Stefa mi podstawiła nogę, żeby nie było obciachu, bo przed nami stał chłopak z przeciwnej klasy. Rozpakowałyśmy lody, papierek do kosza i w drogę. Nie chciałam jechać po kostce, więc jechałam po szosie. Nie zapowiadało się na samochody, które przyjadą od tyłu. No i przyjechał. Na trąbił na mnie i znów jazda po kostce. Na drodze do domu Stefci zaczęło się zapowiadać na deszcz. [...] W domu jej mama zrobiła nam herbatę, a Stefa weszła za drzwi i przez szybę robiła głupie miny :) No i musiałam wypić tę herbatę. Później zaczął kropić deszcz. Zebrałam się i pojechałam do domu. Kiedy tak jechałam przestało podać. W domu okazało się, że mam 37 *C i bolało mnie gardo. W piątek z tego powodu (dziś 13.06.2014 r.) nie poszłam do szkoły. Nie dziwię się, bo był piątek 13. Tak kończy się moje opowiadanie =D
Pisała: Władka
***
***
Fajne :)
OdpowiedzUsuń